Konflikt w Iranie zaostrza się z godziny na godzinę i nic nie wskazuje na to, żeby miał zakończyć się w ciągu najbliższych kilku dni. Wczorajsza sesja giełdowa w poniedziałek, drugiego marca była dla niektórych zapewne sporym zaskoczeniem, ponieważ o ile niektóre rynki się przeceniły, to już na przykład rynek amerykański zakończył dzień na plusie. Natomiast było to zgodne z logiką i z tym, które rynki są bardziej podatne, a które mniej na konflikt irański i jego ewentualną eskalację.
Dlatego też w dniu dzisiejszym zastanowimy się, dlaczego rynki takie jak europejski, japoński czy szeroko rozumiane rynki wschodzące cierpią najbardziej. Czy Stany Zjednoczone rzeczywiście będą najbardziej odpornym rynkiem oraz jak my dostosowaliśmy nasz portfel do tej nowej wojennej rzeczywistości.
Ceny paliw kopalnych wystrzeliły. Wzrost ceny ropy naftowej może robić wrażenie, ponieważ z perspektywy dnia wczorajszego i tego co dzieje się dzisiaj, jest to wzrost ponad 10%. Natomiast patrząc historycznie, bywały już dużo większe jednodniowe wzrosty wczoraj 2 marca.
Spektakularny wzrost zaliczyły ceny gazu ziemnego w Europie, ponieważ tylko w dniu wczorajszym rosły one nawet o ponad 50%. Natomiast patrząc z perspektywy dwóch dni i tego co dzieje się na cenach gazu ziemnego w Europie, wzrost cen zbliża się do 100%.

Dlaczego niektóre rynki cierpią bardziej, a niektóre mniej? Geografia ma tu bardzo duże znaczenie. Przede wszystkim patrząc na to co działo się wczoraj i także co dzieje się dzisiaj, czy to w Europie, czy na rynku amerykańskim to najbardziej dotknięte sytuacją irańską są kraje, czy regiony, które z jednej strony cieszyły się dosyć dużą sympatią inwestorów w ostatnich tygodniach czy miesiącach takie jak rynki wschodzące, szczególnie Korea, czy Europa i Japonia.

Z drugiej strony są to jednocześnie kraje czy regiony, które są dosyć dużymi importerami paliw kopalnych takich jak właśnie ropa naftowa i gaz ziemny. Wzrost cen tych dwóch surowców naturalnie wpływa negatywnie na postrzeganie perspektyw gospodarczych dla tych państw, a w konsekwencji także perspektyw dla rynków akcji w tych krajach czy regionach.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że kraje te cieszyły się dużą popularnością, dostarczyły inwestorom dosyć dużej stopy zwrotów, więc teraz część inwestorów w obliczu wzrostu awersji do ryzyka i wzrostu niepewności, szczególnie w krótkim terminie, po prostu realizuje zyski.
Stany Zjednoczone, jeżeli popatrzymy sobie na globalny rynek akcji, jawią się jako relatywny wygrany tej obecnej sytuacji. Są one samowystarczalne energetycznie, są bardzo dużym producentem ropy naftowej oraz gazu ziemnego, a więc siłą rzeczy są bardziej odporne na wzrost cen tych surowców. Co więcej, także dolar ponownie zaczął być postrzegany jako bezpieczna przystań i w ślad za ucieczką kapitału z tych wymienionych rynków akcji także osłabiają się waluty tych krajów, a umacnia się dolar amerykański.
Trochę inaczej sytuacja wygląda, jeżeli chodzi o rynek obligacji skarbowych gdzie mamy wyprzedaż, można powiedzieć, że across the board. Rosną rentowności, a w konsekwencji spadają ceny obligacji skarbowych w Stanach Zjednoczonych, w Europie, ale także na rynkach wschodzących, gdzie dodatkowo wzrost rentowności i spadek cen jest potęgowany osłabieniem się walut lokalnych.

Trudno się temu dziwić, bo o ile niektóre rynki są bardziej, a niektóre mniej odporne, to ogólny wzrost cen surowców, takich jak ropa naftowa czy gaz ziemny, grozi ponownym wzrostem inflacji, jeżeli ta tendencja miałaby się utrzymać. Wzrost inflacji negatywnie wpływa na rentowności obligacji z jednej strony, a z drugiej strony będzie zmuszał banki centralne do działania i być może odwrócenia luźnej polityki monetarnej, którą od pewnego czasu obserwujemy na świecie i zmiany narracji, a w konsekwencji nawet być może powrotu do podwyżek stóp procentowych.
Wydawać by się mogło, że modelowo zareagowało w dniu wczorajszym złoto, ponieważ zyskiwało ono na wartości jako bezpieczna przestrzeń. My tutaj mamy pewną wątpliwość co do tego złota.
Najbardziej istotne z perspektywy inwestycyjnej jest to, co wydarzy się dalej. Możemy nakreślić dwa scenariusze, które w dużej mierze zależą od tego jak długo potrwa konflikt. W scenariuszu, w którym konflikt się przedłuża poza ten pierwotnie zadeklarowany przez prezydenta USA okres 4-5 tygodni. Możemy wtedy w dalszym ciągu obserwować presję na wzrost cen ropy naftowej, która może wzrosnąć nawet do poziomu 120-140 dolarów za baryłkę. Natomiast jeżeli chodzi o gaz ziemny, szczególnie europejski gaz ziemny, to ten spektakularny wzrost ceny o blisko 100% w ciągu dwóch dni może się jeszcze powiększyć i ceny z obecnego poziomu powyżej 50 euro za 1 MWh mogą wzrosnąć nawet do 100 euro za 1 MWh. To oznaczałoby duże ryzyko powrotu podwyższonej inflacji, a w konsekwencji konieczność działania przez banki centralne, co mogłoby negatywnie przełożyć się na wzrost gospodarczy, a także na zachowanie ryzykownych aktywów, ale także paradoksalnie na zachowanie obligacji, jeżeli ta inflacja rzeczywiście znowu miałaby rosnąć.
Scenariusz drugi, który jest naszym faworytem, jest bardziej umiarkowany i mniej negatywny. Rzeczywiście konflikt irański trwa w tym scenariuszu założone 4-5 tygodni. Dlaczego uważamy, że jest on bardziej prawdopodobny? Jesteśmy bardzo pragmatyczni, ponieważ USA też nie mogą sobie pozwolić na to, aby ten konflikt trwał dłużej ze względu na to, że spodziewany wzrost cen paliw oraz wzrost inflacji negatywnie przełożyłby się na sentyment amerykańskiego społeczeństwa, co w konsekwencji mogłoby negatywnie wpłynąć na wyniki Republikanów w zbliżających się wyborach połówkowych do konkursu. Dlatego też w tym scenariuszu w krótkim terminie możemy dalej obserwować presję na zachowanie się ryzykownych aktywów czy na rentowności obligacji, ale trwa ona bardzo krótko, a szybkie zakończenie się konfliktu nie będzie powodowało długotrwałych reperkusji dla globalnej gospodarki. Możemy co prawda obserwować wzrost cen ropy do poziomu 80-90 dolarów, czy gazu ziemnego gdzieś w okolice 50-60 euro za MWh, natomiast zaraz po zakończeniu ceny zaczęłyby spadać do poziomów, które obserwowaliśmy przed rozpoczęciem konfliktu.
Ten scenariusz wydaje się nam najbardziej prawdopodobny, czyli kilkutygodniowy konflikt, który nie wywiera wpływu znaczącego wpływu na globalną gospodarkę i zaraz po jego zakończeniu obserwujemy powrót do business as usual. Ryzyka geopolityczne są zazwyczaj bardzo gwałtowne, powodują bardzo gwałtowną reakcję rynkową, ale jednocześnie są zazwyczaj bardzo krótkotrwałe i po ich zakończeniu powinniśmy zacząć spoglądać ponownie na fundamenty spółek.
Nie oznacza to, że nic nie zrobiliśmy w reakcji na wydarzenia weekendu z przełomu lutego i marca. Nasze działania można podzielić na dwie grupy. Działania, które podjęliśmy przed wybuchem konfliktu oraz działania, które podjęliśmy 2 marca.
Przed wybuchem konfliktu skupiliśmy się na aktywach, które niezależnie od tego, czy by do niego doszło, czy nie, nam się podobały. Było to złoto oraz energia jądrowa. Z jednej strony otwarliśmy pozycje w ETFie na spółki, które działają właśnie w szeroko rozumianym obszarze energetyki jądrowej. Natomiast z drugiej strony, chcąc bezpiecznie zainwestować w złoto, otwarliśmy strategię opcyjną na ETFie, który inwestuje w złoto i śledzi zachowanie fizycznego złota. Energia jądrowa w dalszym ciągu nam się podoba i tę pozycję otrzymujemy. Wręcz byliśmy pozytywnie zaskoczeni, że w poniedziałek ten ETF zanotował dosyć solidne, kilkuprocentowe wzrosty. Uważamy, że ten pierwotny powód inwestycji, a więc wzrost zapotrzebowania na energię, odchodzenie od paliw kopalnych i właśnie zwrócenie się ponownie ku energetyce jądrowej jako takiemu wiarygodnemu źródłu energii, został wzmocniony wydarzeniami w Iranie.
Świat, a konkretnie głównie właśnie te kraje, które są zależne od importu paliw kopalnych, mogą przyspieszyć tą swoją transformację energetyczną, odchodzenia od paliw kopalnych, a jednak odnawialne źródła energii to nie jest jedyna słuszna droga i dużo słuszniejszą wydaje się właśnie skierowanie się ku energii jądrowej.
Inaczej ma się sprawa ze złotem. Wczoraj 2 marca zamknęliśmy naszą pozycję opcyjną na ETF na złoto, ponieważ uważamy, że w krótkim terminie nie jest to dobre zabezpieczenie przed tym co dzieje się w Iranie, głównie ze względu na to, że obserwujemy umocnienie się dolara amerykańskiego, co w konsekwencji może negatywnie wpływać na cenę złota.

Nie widzimy tutaj jakiegoś dużego potencjału do tego, aby złoto nas krótkoterminowo chroniło przed eskalacja sytuacji w Iranie, więc zrealizowaliśmy zysk, korzystając z tego, że złoto w ostatnich dniach rosło i rosło także w dniu wczorajszym 2 marca.
Tyle jeżeli chodzi o działania, ex ante, czyli te podjęte przed wybuchem tego konfliktu, które w zasadzie nie były spowodowane tym, że spodziewaliśmy się, że ten konflikt wybuchnie czy też nie. Jego wybuch spowodował, że na niektórych pomysłach mogliśmy zrealizować zysk, a niektóre de facto trzymamy dalej i nasz pomysł inwestycyjny, dlaczego w nie inwestujemy został jeszcze dzięki wybuchowi tego konfliktu spotęgowany.
Podjęliśmy też działania ex post, które polegają głównie na zmianie alokacji w obrębie akcji. Ograniczyliśmy nasze zaangażowanie na szeroko rozumianych rynkach wschodzących, szeroko rozumianym europejskim rynku akcji oraz w Japonii i zastąpiliśmy je, jeżeli chodzi o Europę, ekspozycją na taki sektor ochrony zdrowia, a jeżeli chodzi o rynki wschodzące, to chcąc unikać właśnie takich państw jak Korea, Tajwan czy Indie, zdecydowaliśmy się naszą ekspozycję na szerokie rynki wschodzące, zastąpić ekspozycją na chiński rynek akcji. Naszym zdaniem chiński rynek akcji wygląda stabilniej niż szeroko rozumiane rynki wschodzące, gdzie duży udział mają takie kraje jak Korea, Tajwan czy właśnie Indie. Chiny też mają tam duży udział, natomiast same w sobie są w mniejszości względem sumarycznego udziału chociażby tych trzech państw, które przed chwilą wymieniłem.
Z kolei jeżeli chodzi o surowce, to patrząc na to jak zachowują się ceny, zdecydowaliśmy się wykorzystać tą sytuację otwierając strategię opcyjną na ETF-a, na gaz ziemny, ale nie na europejski, ponieważ taki ETF co prawda istnieje jest bardzo mały, natomiast nie można na niego zawrzeć kontraktów opcyjnych. Zdecydowaliśmy się na ETF-a, który śledzi zachowanie cen gazu ziemnego w USA. Uważamy, że w dniu wczorajszym wzrost cen gazu ziemnego w Stanach był bardzo umiarkowany, a patrząc na to co chociażby dzieje się w Europie i tego jakie, jak duże mogą być ograniczenia w dostawach gazu właśnie z regionu Zatoki Perskiej, uważamy, że zwiększonym zainteresowaniem może właśnie zacząć cieszyć się gaz amerykański. W związku ze zwiększonym popytem ze strony krajów, które tego gazu będą potrzebowały, może przełożyć się to na bardziej dynamiczny wzrost cen tego surowca w Stanach niż to obserwowaliśmy w dniu wczorajszym 2 marca.

Czy ta zmiana powoduje, że zarabiamy na obecnej sytuacji? Oczywiście nie, w krótkim terminie tracimy, natomiast te straty są mniejsze niż gdybyśmy nic nie robili, ponieważ część pozycji pozwala nam zarabiać, część pozycji pozwala nam minimalizować straty. Robimy to dlatego, że tak jak wspomniałem, że geopolityka wpływa na zachowanie rynków finansowych nagle, ale bardzo krótkotrwale i trudno jest przewidzieć moment, w którym ta sytuacja się odwróci, więc będąc całkowicie poza rynkiem narażamy się na to, że w powrocie do wzrostów nie będziemy uczestniczyć.

Uważnie obserwujemy rynek i w sytuacji, w której panika osiągnie apogeum, zaczniemy nasze pozycje zabezpieczające ograniczać i zwiększać zaangażowanie w te aktywa, które są tą obecną sytuacją najbardziej dotknięte. Pamiętajcie, geopolityka to szum, a zyski spółek to jest to, co najbardziej istotne w długoterminowym inwestowaniu i nie należy mylić tych dwóch pojęć.
Radek Piotrowski
Doradca Inwestycyjny