Mamy maj 2026 roku. To co widzicie na stacjach paliw, to nie jest zwykła korekta cen, ani chwilowe zawirowanie. To największy od dekad szok naftowy wywołany wojną, która zmusza świat do walki o każdą baryłkę.
Podczas gdy rządy uspokajają, że globalne rezerwy są ogromne, eksperci jednego z amerykańskich banków inwestycyjnych ostrzegają. Te miliardy baryłek to w dużej mierze iluzja dostatku. Choć na papierze magazyny pękają w szwach, system logistyczny świata jest od krok od paraliżu.

Dziś sprawdzimy, dlaczego pełne zbiorniki wcale nie oznaczają, że paliwa wystarczy dla wszystkich. Spójrzmy na liczby. Na początku 2026 roku świat dysponował oszałamiającą ilością 8,4 miliarda baryłek ropy, z czego 6,6 miliarda znajdowało się w zbiornikach na lądzie, a 1,8 miliarda pływało po oceanach w tankowcach.
Brzmi bezpiecznie? Nic bardziej mylnego, analitycy wspomnianego banku inwestycyjnego wskazują na kluczowe pojęcie. Minimalny poziom operacyjny. Z tych 8,4 miliarda baryłek aż 7,6 miliarda to tak zwana ropa martwa. Musi ona pozostać w rurociągach, by utrzymywać w nich ciśnienie. Musi zalegać na dnie ogromnych zbiorników, aby pompy mogły w ogóle pracować. W efekcie realnie dostępna nadwyżka to zaledwie 0,8 miliarda baryłek, czyli mniej niż 10% całości.
To tak jakbyście mieli pak pełny paliwa, ale smog paliwa nie sięgał dna. Auto zgaśnie, pomimo tego, że w środku wciąż chlupoczą litry benzyny. Jak świat radzi sobie z brakiem dostaw z Bliskiego Wschodu? Analitycy amerykańskiego banku inwestycyjnego opisują to jako odbieranie cebuli, warstwa po warstwie.
Kiedy to się zakończy? Prognozy są bezlitosne. Przy obecnym tempie globalne zapasy uderzą w poziom stresu operacyjnego już na początku czerwca 2026 roku. Jeśli do tego czasu handel w Cieśninie Ormuz nie zostanie przywrócony, system zacznie się dławić.

Można by pomyśleć, że Ameryka będąc samowystarczalną energetycznie jest bezpieczna. Raport wspomnianego Banku Inwestycyjnego z 1 maja 2026 roku pokazuje jednak coś innego. Azja południowo-wschodnia to epicentrum bólu. Kraje takie jak Wietnam, Malezja czy Filipiny notują drastyczne skoki ceny. Stany Zjednoczone paradoksalnie są drugim najbardziej dotkniętym regionem. Cena benzyny w USA skoczyła o ponad 42%. Dlaczego? Ponieważ ropa to rynek globalny. Gdy Azja traci dostawy z Bliskiego Wschodu, licytuje każdą baryłkę z innych regionów, wyciągając ceny w górę wszędzie. Od Teksasu po Nowy Jork. Szczególnie krytyczna sytuacja dotyczy diesla i paliwa lotniczego, gdzie USA i Kanada znalazły się w ścisłej czołówce krajów o najwyższym wzroście kosztów.

Źródło: JP Morgan
Skoro nie możemy magicznie wyprodukować więcej ropy, rynek ma tylko jedno brutalne narzędzie. Destrukcję czy też ograniczenie popytu. Mówiąc prościej, cena musi być tak wysoka, żebyście przestali kupować paliwo. I to się już dzieje. W kwietniu 2026 roku globalny popyt spadł o 4,3 miliona baryłek dziennie. W maju prognozuje się spadek o rekordowe 5,5 miliona baryłek dziennie.
Tylko dzięki temu, że fabryki zwalniają, a ludzie rezygnują z podróży, światowe zapasy mają szansę dotrwać do września bez całkowitego wyczerpania. To bolesne lekarstwo, które ratuje system przed całkowitym blackoutem.
Analitycy nie pozostawiają złudzeń. Iluzja bezpieczeństwa energetycznego właśnie pękła. Jesteśmy w fazie wymuszonej adaptacji do świata, w którym energia jest towarem luksusowym i bardzo niepewnym. Najbliższe tygodnie, przełom maja i czerwca będą decydujące. Jeżeli wspomniane warstwy cebuli się skończą, a blokady na morzach nie ustąpią, dzisiejsze ceny na stacjach będziemy wspominać jako te niskie.
Radek Piotrowski
Doradca inwestycyjny