Giełda rośnie jak szalona, ale w kuluarach wielkich banków inwestycyjnych zaczyna siać się niepokój. Tylko w ciągu minionych dwóch miesięcy kwietnia i maja amerykański indeks S&P 500 wzrósł o niewiarygodne 16%.
Analitycy globalnych instytucji finansowych alarmują To tempo jest historyczne i anomalne od czasów II wojny światowej. Tak gwałtowny rajd zdarzył się zaledwie cztery razy. Trzy razy oznaczało to wyjście z głębokiej recesji, ale ten czwarty raz doprowadził do największego jednodniowego krachu w historii.

Przenieśmy się do roku 1987. Wtedy dokładnie tak jak dzisiaj, gospodarka wcale nie była w recesji, a giełda rosła w zawrotnym tempie. Na początku tamtego roku indeks wystrzelił o 17%. Euforia trwała aż do lata, aż nagle wszystko uderzyło w ścianę. S&P 500 stracił 1/3 swojej wartości w niespełna dwa miesiące, a w sam tylko czarny poniedziałek giełda runęła o ponad 20% w ciągu jednego dnia.

Skąd ten rajd dzisiaj? Raporty analityków rynkowych wskazują na dwa motory napędowe:
To miks, który inwestorzy pokochali. Jednak eksperci z globalnych banków inwestycyjnych głośno ostrzegają przed ekstremalnymi wycenami. Pozycjonowanie kapitału w segmencie dużych spółek technologicznych sięgnęło absurdalnego 97 percentyla. Sektor stał się skrajnie napięty i podatny na wstrząsy.
Pierwsze tąpnięcie już nastąpiło w piątek 5 czerwca, po zaskakująco mocnych danych z amerykańskiego rynku pracy i jastrzębi w Sygnałach z FED. Indeks półprzewodników SoX runął o ponad 10%. To był jego czwarty, najgorszy dzień w całej historii, ustępujący miejsca jedynie panice z czasów pęknięcia banki internetowej w roku 2000 i krachu z pandemii 2020 roku.

Strach momentalnie rozlał się po świecie. Azjatycki indeks KOSPI zjechał o ponad 8%, choć rynki próbowały udawać, że wszystko jest pod kontrolą. To nagła eksplozja zmienności udowodniła, że rozpędzona lokomotywa AI właśnie zderza się z twardą jastrzębią rzeczywistością stóp procentowych.
9 czerwca doświadczyliśmy mini powtórki z piątkowej przeceny, kiedy intraday indeks SoX przeceniał się nawet o 7%. Ostatecznie silna końcówka notowań ograniczyła skalę spadków do 2%.

Wchodzimy w niezwykle rzadki, wręcz binarny moment na rynkach finansowych. Scenariusze są dwa. Albo obecna euforia utrzyma nas na fali wznoszącej na dłużej, albo gwałtowność tych wzrostów bez wsparcia twardą rewolucją w zyskach skończy się nagłym resetem. Dokładnie tak jak w roku 1987. Historia nie musi się powtarzać 1:1, ale jak mawiał Mark Twain, często się rymuje. Dzisiejsze tempo wzrostów giełdowych zmusza do ostrożności nawet największych optymistów.
Radek Piotrowski
Doradca inwestycyjny