Cieśnina Ormuz – jeżeli nie interesujesz się geografią lub globalną gospodarką, to to pojęcie mogło do niedawna być Ci obce. Teraz za sprawą konfliktu irańsko-izraelsko-amerykańskiego, na pewno przynajmniej raz spotkałeś się z tą nazwą.
W tym tekście zastanowimy się dlaczego Cieśnina Ormuz jest tak istotna i dlaczego tak wiele czasu poświęca siebie i także w media głównego nurtu oraz w jaki sposób może wpływać ona na naszą codzienność, zważywszy na wybuch konfliktów w Iranie.
Aby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Cieśnina Ormuz jest tak ważna, wystarczy spojrzeć na mapę. Jest to jedyny szlak wodny, który umożliwia wydostanie się z Zatoki Perskiej na wody Morza Arabskiego, a następnie na inne globalne akweny wodne.
Rejon Zatoki Perskiej z zaznaczona Cieśniną Ormuz

Źródło: google.com
Krótko mówiąc, jeżeli chcemy przetransportować jakikolwiek towar z państw takich jak Arabia Saudyjska, Irak, Kuwejt, Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, to nie ma alternatywy w postaci dróg lądowych. W przypadku ropy naftowej, ilość baryłek ropy naftowej, która przepływała dziennie przez tę cieśninę, wynosiła nawet 30 mln baryłek ropy dziennie. Taka ilość ropy nie może być przetransportowana z tego obszaru w inne rejony świata alternatywnymi drogami. Jedyną drogą, którą można tak duże ilości ropy naftowej transportować z tego rejonu jest właśnie Cieśnina Ormuz.
W ramach działań odwetowych w odpowiedzi na atak amerykańsko-izraelski, Iran znacząco ograniczył możliwość przepływania przez tę cieśninę. Iran jest takim krajem, który w dużej mierze kontroluje ten szlak wodny. Nie postawił tam żadnej fizycznej zapory, bo jest to niemożliwe, natomiast może skutecznie zniechęcić statki, które chciałyby tamtędy przepłynąć do tego, żeby to zrobiły grożąc, że takie statki zostaną fizycznie zaatakowane dronem, rakietą czy za pomocą rozstawionych tam min morskich. Żaden armator nie zaryzykuje fizycznego bezpieczeństwa członków swojej załogi czy ładunku, który jest tamtędy przewożony, a jeżeli miałoby to miejsce, to koszty ubezpieczenia byłyby wtedy horrendalne.
Działania te okazały się skuteczne, ponieważ normalnie patrząc przez pryzmat ropy naftowej, przez cieśninę przepływa nawet do 30 milionów baryłek ropy oraz do 140 statków dziennie. Po rozpoczęciu operacji amerykańsko-izraelskiej w Iranie tranzyt statków i ropy naftowej spadł drastycznie o ponad 90%. Dosyć powiedzieć, że są dni kiedy ropy w zasadzie nie przepływa przez cieśninę wcale.

Z kolei statki, które przepływają przez Ormuz możemy powiedzieć na palcach jednej czy co najwyżej dwóch rąk i są to statki głównie pływające pod banderą irańską lub chińską. Dla reszty świata tranzyt morski przez cieśninę jest praktycznie zamknięty. Spowodowało to niemałą panikę na rynku ropy. W jej apogeum, z którym mieliśmy do czynienia w poniedziałkowy poranek 9 marca, ceny ropy Brent w handlu azjatyckim wzrosła nawet do 120 dolarów za baryłkę. Był to wzrost około 30% względem tego, co obserwowaliśmy w piątek na zakończenie poprzedniego tygodnia 6 marca.

Co prawda w dalszej części dnia i tygodnia panika ustała, głównie za sprawą newsów, które pojawiały się w przestrzeni publicznej. Z jednej strony Amerykanie zadeklarowali, że operacja w Iranie przebiega bardzo sprawnie i powinna zakończyć się nawet szybciej niż w okresie 4 czy 5 tygodni, który był pierwotnie deklarowany, co oczywiście mogło sugerować, że także przepływ towarów przez Cieśninę Ormuz zostanie w miarę szybko wznowiony.
Z drugiej strony pojawiła się też informacja o tym, że rozważana jest skoordynowana akcja uwolnienia rezerw ropy naftowej w wysokości nawet 400 milionów baryłek. To wpłynęło na silny spadek cen ropy z tych poziomów, które obserwowaliśmy w poniedziałkowy poranek 9 marca w okolicach 120 dolarów, poniżej 90 dolarów. Jeżeli uważacie, że te informacje stanowią game changer jeżeli chodzi o możliwość żeglugi przez cieśninę czy ogólnie ceny ropy naftowej na świecie, to niestety jesteście w błędzie.
Dopóki sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej się nie znormalizuje i nie będzie mogła tam być wznowiona normalna żegluga, to można zapomnieć o powrocie do business as usual. Nie można wykluczyć, że to się stanie szybko, natomiast na razie się nie wydarzyło.
Z kolei fakt uwolnienia tak gigantycznych rezerw ropy naftowej też może pokazywać, że sytuacja związana z Cieśniną Ormuz i ograniczeniami w przepływie przez ten akwen morski nie zostanie szybko rozwiązana. Gdybyśmy mieli do czynienia z potencjalnym szybkim zażegnaniem kryzysu żeglugowego przez Ormuz, pewnie uwalnianie tak dużej liczby baryłek ropy naftowej nie byłoby konieczne.
Im dłużej trwa to ograniczenie żeglugi przez ciśnienie, tym sytuacja będzie się pogarszać. O ile sam transport ropy naftowej nie jest aż tak trudną sprawą. W normalnych warunkach mamy statki, które służą do transportu tego surowca. W sytuacji, w której statki nie mogą odbierać ropy od krajów, które ją wydobywają, wtedy konieczne jest jej magazynowanie, co rzeczywiście ma miejsce. Kraje Zatoki Perskiej, które nie mogą pozbyć się wydobytej ropy, mogą ją magazynować. Natomiast powierzchnia magazynowa do tego, żeby tą ropę składować jest ograniczona. Jeżeli możliwości magazynowania się kurczą, no to jedynym rozwiązaniem jest wstrzymanie wydobycia i ograniczenie produkcji. Późniejszy powrót do pierwotnego poziomu produkcji jest procesem czasochłonnym, który może trwac nawet kilka tygodni. Jeżeli dojdzie do ograniczenia wydobycia a takie informacje już się pojawiają to osiągnięcie poziomu produkcji ropy, który obserwowaliśmy przed wybuchem konfliktu może potrwać kilka tygodni czy nawet miesięcy.

Ulga, jeżeli chodzi o ceny ropy naftowej, którą obserwowaliśmy 9 i 10 marca i dosyć istotny spadek cen, wcale nie musi oznaczać końca zmienności i to, że ceny ropy powrócą już do poziomów sprzed wybuchu konfliktu w Iranie. Możemy mieć do czynienia jeszcze z kilkoma zwrotami akcji. Pierwszym warunkiem koniecznym do powrotu do normalności jest odblokowanie Cieśniny Ormuz i umożliwienie żeglugi tankowców nie tylko irańskich czy chińskich przez ten akwen morski. Część ropy może być transportowana za pomocą ropociągów, które chociażby są w Arabii Saudyjskiej, natomiast ich przepustowość jest dużo niższa niż możliwości transportu tego surowca drogą morską.
Na pewno jeszcze nieraz w trakcie trwania tego konfliktu usłyszycie o Cieśnienie Ormuz, a to kiedy zostanie ona odblokowana warunkuje także powrót do normalności, przy czym jest to warunek konieczny, ale nie jest to warunek, który w 100% wystarcza do tego, żeby zaraz powrócić do stanu sprzed konfliktu. Im dłużej cieśnienia będzie zamknięta, tym większe ryzyko, że coraz bardziej produkcja ropy w krajach Zatoki Perskiej będzie ograniczana, ze względu na niemożność pozbycia się tej ropy z magazynów i z pól naftowych. Im dłużej to trwa, tym powrót do normalności będzie nawet po otwarciu Cieśniny Ormuz trwał dłużej.
My w dalszym ciągu jesteśmy ostrożnymi optymistami. Co prawda z dużą dozą rezerwy podchodzimy do deklaracji, że konflikt się zaraz zakończy, natomiast uważamy, że te 4-5 tygodni jest jak najbardziej możliwe, przy czym upatrujemy szansy na tak szybkie zakończenie w dwóch rzeczach. Z jednej strony są to wybory połówkowe do Kongresu w USA i znaczący spadek popularności Republikanów po wybuchu konfliktu.

Z drugiej strony jest to w stare dobre TACO, czyli Trump Always Chickens Out. Jeżeli giełda zacznie bardziej gwałtownie negatywnie reagować na wydarzenia na Bliskim Wschodzie, to też niewykluczone, że prezydent USA trochę spuści z tonu.
Dlatego w naszym scenariuszu bazowym podtrzymujemy konflikt 4-5 tygodniowy, ceny ropy w granicach 80-90 dolarów za baryłkę. Możemy mieć do czynienia z pewnymi wystrzałami cen, tak jak to miało miejsce w poniedziałek rano 9 marca.
Radek Piotrowski
Doradca inwestycyjny